JB obnosił się w pracy z miną wyrażającą łagodne niedowierzanie – zarówno w to, że w ogóle pracuje, jak też w to, że nikt jak dotąd nie docenił jego geniuszu. Nie był dobrym recepcjonistą. Chociaż telefon dzwonił w zasadzie nieustannie, JB rzadko go odbierał. Jeśli chciał się z nim skontaktować któryś z kolegów (sygnał telefonii komórkowej w budynku czasem zanikał), musiał zastosować specjalny kod: dwa dzwonki, odłożenie słuchawki i dopiero telefon właściwy. A i wówczas JB nie zawsze odebrał – ręce miał zajęte pod kontuarem rozczesywaniem i splataniem kłębów włosów z worka na śmieci, który trzymał u stóp.