Szli w stronę centrum, a JB narzekał. Jak dotąd koncentrował swoje uwodzicielskie wysiłki na starszym redaktorze imieniem Dean, zwanym przez wszystkich DeeAnn. Byli nawet, z Willemem i Malcolmem, na imprezie w Dakocie, w mieszkaniu rodziców któregoś z młodszych redaktorów, gdzie z jednego obwieszonego dziełami sztuki pokoju przechodziło się do następnego, równie obwieszonego dziełami sztuki. Podczas gdy JB gadał w kuchni z kolegami z pracy, Malcolm i Willem przeszli się po apartamencie (a gdzie był Jude owego wieczoru? Pewnie pracował), podziwiając serię prac Edwarda Burtynsky’ego w pokoju gościnnym, zestaw wież ciśnień Becherów ustawionych w czterech czy pięciu rzędach na biurku w gabinecie, gigantycznego Gursky’ego ciągnącego się nad połową regałów w bibliotece oraz, w sypialni małżeńskiej, całą ścianę fotogramów Diane Arbus, rozwieszonych tak gęsto, że tylko na górze i dole ściany widać było kilkucentymetrowe prześwity. Podziwiali właśnie zdjęcie dwóch dziewczynek o słodkich buziach z zespołem Downa, pozujących w zbyt ciasnych, zbyt dziecinnych kostiumach kąpielowych, gdy podszedł do nich Dean.