Niestety wydawało się, że pomimo niezmordowanych umizgów do DeeAnn w ciągu trzech miesięcy perspektywa zaprezentowania prac JB w piśmie nie przybliżyła się ani na jotę. JB pozwolił nawet DeeAnn zrobić sobie laskę w saunie na siłowni – i dalej nic. JB codziennie znajdował pretekst, żeby przespacerować się do sekcji redaktorskiej, gdzie na tablicy ogłoszeń wywieszano na białych fiszkach tematy artykułów na najbliższe trzy miesiące, i sprawdzić listę nazwisk początkujących artystów – i codziennie doznawał rozczarowania. Zamiast swojego widział nazwiska rozmaitych beztalenci i pyszałków, osobników, którym należały się fory lub którzy znali kogoś, komu wypadało oddać przysługę.