Malownicze. Wymarzony dom
Magdalena Kordel — Literatura

Idąc, a właściwie biegnąc do Klary, Madeleine odczuła na własnej skórze, co znaczy „być na widelcu”. Czuła ślizgające się po niej nieprzychylne spojrzenia przechodniów. Taksówkarz, którego udało jej się zatrzymać, popatrzył na nią z niesmakiem i stwierdził, że nie zamierza po jednym kursie prać całej tapicerki, po czym odjechał z piskiem opon. Madeleine zmięła w ustach wszystko, co miała ochotę powiedzieć temu gburowi, i starając się nie zwracać uwagi na gapiących się na nią ludzi, pognała przed siebie. Gdy w końcu stanęła przed furtką prowadzącą do domu przyjaciółki, była ledwo żywa. Obiecała sobie solennie, że już nigdy nie da się podpuścić żadnej staruszce. Za nic na świecie. Nawet gdyby musiała do końca swych dni siedzieć we własnym mieszkaniu.

– Jezus Maria! – tyle tylko powiedziała na jej widok Klara.

– Z dwojga złego wolę Maria – mruknęła Madeleine. – Przynajmniej dobrze się kojarzy... Wpuścisz mnie?

– Co się stało? Wyglądasz jak ofiara napadu, dzwonić po policję? – Klara odzyskała już zdolność trzeźwego myślenia i niemal wciągnęła przyjaciółkę do środka.