Malownicze. Wymarzony dom
Magdalena Kordel — Literatura

– Ja też tak uważam – odezwała się wreszcie, z satysfakcją patrząc na ich zaskoczone miny. – Właściwie dobrze się stało, że właśnie teraz egzaminowałeś panią, bo ułatwiłeś mi sytuację. Odchodzę! I od ciebie, i z pracy! – dodała, bo nagle z całą jasnością zdała sobie sprawę, że nie jest w stanie pracować z Grześkiem. Po co utrudniać sobie nawzajem życie?

– Au revoir, Grzesiu – dodała stanowczo i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.

Sama nie była jeszcze pewna, czy to, co czuje, jest mieszanką żalu i wściekłości, czy też raczej ulgi i euforii, ale wiedziała, że podjęła słuszną decyzję.

Cóż, trzeba będzie to uczcić jakimś winem albo jeszcze lepiej szampanem, postanowiła, zbierając z biurka swoje rzeczy i wrzucając je do pudła. I rozejrzeć się za nową pracą. Ale to za kilka dni. Nie miała urlopu od dwóch lat, a skoro i tak rzuciła pracę, spokojnie może pobyć bezrobotną trochę dłużej. Wsunęła pudło pod pachę i machając koleżankom z sąsiedniego boksu, opuściła biuro z przyjemną świadomością, że jest tu po raz ostatni.

Niestety, jeżeli myślała, że uda jej się odejść bez przeszkód, była w błędzie. Ledwo wyszła na ulicę, dogonił ją Grzegorz.