– Posłuchaj, nie możesz odejść! Nie pozwolę ci porzucić pracy, nie mówiąc już... O mnie! Jesteśmy dla siebie stworzeni, a tamten incydent... Nie sądziłem, że tak się przejmiesz. W końcu jesteśmy w nowoczesnym związku...
– Grzegorz, nie rób scen – Madeleine zaczynała mieć dość. – Ten „incydent” tylko mnie utwierdził w tym, co i tak zamierzałam zrobić. Więc teraz wracaj do biura i zachowuj się jak na szefa przystało. W innym wypadku zaczną cię wytykać palcami – dodała, sugestywnie spoglądając w okna, z których ciekawie zerkali pracownicy Grześka. – Za moment dostaniemy się na języki i o ile mnie to niewiele obchodzi, bo już tu nie pracuję, to ty zostajesz i zapewne nie będziesz zachwycony, że o tobie gadają. Jutro podrzucę ci wypowiedzenie.
– Wracam, ale to nie koniec. Nie oszukasz mnie. Po prostu jesteś zraniona i działasz pod wpływem emocji. Nie dam ci odejść.
Jeżeli myślała, że Grzegorz rzucał tylko czcze pogróżki, po południu musiała zmienić zdanie. Właśnie szykowała się do wyjścia, gdy w drzwiach zachrobotał klucz. Madeleine ze złością przypomniała sobie, że sama wręczyła mu dodatkowy komplet. W ostatnim momencie zdążyła założyć łańcuch i dla pewności przyblokowała nogą drzwi.