Malownicze. Wymarzony dom
Magdalena Kordel — Literatura

– Madziu, nie będziesz chyba ciągnąć tego przedstawienia? – Grzegorz usiłował wsunąć głowę przez niewielką szparę. – Już mi dałaś do zrozumienia, że jesteś niezadowolona, wystarczy. Teraz może dasz się przeprosić – dodał uwodzicielsko i w szparze ukazała się ręka z butelką wina.

– Przyjmuję przeprosiny – powiedziała, sięgając po butelkę, a drugą ręką usiłując bezszelestnie włożyć klucz do zamka. – Nie gniewam się. A teraz do widzenia! – dodała, zatrzaskując drzwi i jednocześnie przekręcając klucz.

Grzegorz nie poddał się tak łatwo, szarpał jeszcze przez chwilę klamkę i nie odpuścił, nawet gdy zagroziła, że wezwie policję.

– Albo ja to zrobię! – Madeleine usłyszała głos swojej sąsiadki. – Co to za zwyczaje, żeby się tak panience narzucać! I to w jaki sposób! Myśli taki jeden z drugim, że wystarczy włożyć garnitur i już z chama zrobi się pan! Im jestem starsza, tym więcej słuszności widzę w podziałach klasowych. Przynajmniej człowiek wiedział, czego się spodziewać po mężczyźnie we fraku, a teraz byle chłop może zawiązać krawat i wpuszczać w maliny przyzwoitych ludzi.

– A pani z jakiej racji się wtrąca?! – głos Grzegorza aż drżał z wściekłości. – To nie pani sprawa!