– To się nazywa zainteresowanie bliźnim – powiedziała pani Basia rozeźlona. – Ale po kimś takim trudno spodziewać się, że to zrozumie.
– Pani Basiu, niech się pani nie denerwuje – krzyknęła, nie odrywając oka od judasza. – Ten pan już sobie idzie!
– Ja się, dziecko, nie denerwuję! Ja przeżyłam wojnę, powstanie warszawskie, Niemców się nie bałam, to byle chłystka też się nie przestraszę. – Pani Basia wojowniczo wzięła się pod boki. – Idzie pan czy mam zadzwonić do wnuka?
– Ten wnuk jest policjantem, radziłabym ci zniknąć, zanim się na ciebie porządnie rozeźli, bo z tego, co mi wiadomo, jest bardzo przywiązany do babci – poradziła mu zza drzwi Madeleine.
– Idę, ale jeżeli myślisz, że się mnie pozbędziesz, jesteś w błędzie! Posiedzę sobie w samochodzie pod blokiem. To chyba nie jest zabronione? – zapytał z przekąsem. – Kiedyś w końcu będziesz musiała wyjść – rzucił mściwie w kierunku zamkniętych drzwi.
– Możesz już otworzyć, dziecko – usłyszała głos pani Basi, gdy na klatce zapanowała cisza. – Poszedł.