– Dziękuję. – Madeleine z westchnieniem ulgi wyjrzała na klatkę. – Nie wiem, jak bym się go pozbyła bez pani pomocy. Obawiam się, że w końcu wyważyłby drzwi. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wymienić zamki... Mam nadzieję, że nie będzie próbował tu wrócić w czasie mojej nieobecności...
– W pierwszej kolejności to ty musisz zastanowić się, jak wyjść, żeby go nie spotkać. Zapowiedział przecież, że będzie siedział w samochodzie – przypomniała pani Basia, przygładzając króciutko przycięte siwe włosy.
– O matko, no tak! Zepsuje mi cały wieczór – jęknęła Madeleine. – Nawet nie mam szans, żeby niepostrzeżenie się wymknąć...
– To może ja jednak zawezwę wnuka? Odwiezie cię tam, gdzie chcesz, a poza tym ten laluś nie będzie robił scen przy policji.
– To nie przejdzie. Grzegorz to może i laluś, ale za to uparty. Sceny pewnie nie zrobi, ale z całą pewnością za nami pojedzie i będę go miała na karku, jak tylko pani wnuk zniknie z pola widzenia. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak zostać w domu. W końcu znudzi się czatowaniem i zrezygnuje.