A to właśnie robił, gdy dostrzegł agenta. I to w pubie Star. Gdyby był cywilem, jego szczęka opadłaby na stół: Co jest, do cholery? Zawodowiec, choć od dawna w stanie spoczynku, spojrzał na zegar, dopił guinnessa, złożył gazetę i wyszedł. Pokręcił się przy zakładach sportowych, mieszczących się dwa lokale dalej, przypominając sobie, kiedy ostatnio widział tę twarz i w jakim towarzystwie. Agent był niezłym zawodnikiem. Wtedy wziął butelkę, wlał jej zawartość prosto do szeroko rozwartych ust Dickiego; miał zdecydowanie milczącą rolę. To nie ten gość poraził Dickiego prądem w kręgosłup… Dziesięć minut później agent wyszedł, a Dickie podążył w ślad za nim: Dickie był w stanie wyśledzić fretkę w lesie, a co dopiero pozostałości dawnych duchów. Powrót do przeszłości. Wspomnienia z zoo szpiegów.