Odgłos uruchamiania silnika. Miecz zaczyna wibrować, potem znów sunie naprzód i tym razem nie zatrzymuje się po dojściu do jej nogi. Tuva wydaje krzyk, gdy ostrze wbija się w mięsień uda i wrzyna coraz głębiej w tkankę. Jej krzyki zagłuszają odgłos silnika. Ból jest potworny. Pod powiekami eksplodują kolory, palą zakończenia nerwowe. Świat znika, zostaje sam ból. Miecz dociera do kości, jego wibracje rozchodzą się przez szkielet po całym ciele. Tuva wymiotuje na siebie i zakrwawiony miecz. Głownia przechodzi po kości i czubek miecza w sposób niemal obsceniczny wychodzi przez skórę. Z dziury leje się, pulsując, krew i spływa po nodze, co tworzy kałużę. A miecz się nie zatrzymuje, przebija się przez jedno udo do drugiego. Tuva nie może się poruszyć.
– Proszę, przestańcie, proszę – błaga, płacząc. – Muszę odebrać dziecko. Już jestem spóźniona. On ma tylko mnie.