Spogląda niżej i widzi, jak skóra pod obojczykiem rozciąga się, potem pęka i miecz wychodzi z przodu. Niczym sztuczka magiczna. Tuva jest asystentką sztukmistrza, zaraz dostanie brawa. Widziała w telewizji. Krew z jej piersi zabarwia koszulkę na czerwono, a miecz sunie do szpary w ścianie. Zapach żelaza jest obezwładniający.
Widzi przed sobą błękitne oczy Linusa.
Mamusiu, ty mnie też zostawisz?
Tuva chce coś powiedzieć piskliwym głosem wydobywającym się z jej krtani.
– Błagam. Bardzo się spieszę.
Na zewnątrz ktoś coś przesuwa. Jedna ze szpar na wysokości jej twarzy jest teraz zaciemniona. Trzeci miecz. Odległość od głowy Tuvy to kilkanaście centymetrów. Dwa miecze, które przebiły ją wcześniej, skutecznie ją unieruchomiły.
– Już nie – szepcze.
Miecz porusza się powoli, ale odległość jest zbyt mała. Tuva widzi błysk czubka, który jest już za blisko, by mogła skupić wzrok.
Synku. Przepraszam. Mamusia cię kocha.