A tak Tuva i Linus stanowili jedno naprzeciw światu. Choć coraz częściej okazywało się, że świat wdziera się między nich. Jak teraz. Daniel, jej zmiennik na popołudnie, powinien tu być już godzinę temu. A wciąż go nie ma. Musiała zadzwonić, żeby go obudzić. Wpół do drugiej po południu. Czy kiedy miała dwadzieścia jeden lat, była równie nieodpowiedzialna? Pewnie tak. Nic dziwnego, że nie układa się między nimi najlepiej. Zerknęła na zegarek na nadgarstku.
Cho. Le. Ra.
Tuva domyśla się, że opiekunem, który po raz kolejny będzie czekał na nią w żłobku, będzie Matti. Ten, na którego jej synek zaczął mówić tata. Matti za każdym razem patrzy na nią znacząco. Jego spojrzenie mówi, że powinna spędzać więcej czasu z dzieckiem, zamiast pracować. Wielkie dzięki. Jakby jej było mało, że musi patrzeć na łzy Linusa, który nie rozumie, dlaczego mamy znów nie ma.