Tuva nie odpowiada, ale czuje ulgę, że swoją niezręcznością nie spowodowała awantury. Ludzie są tacy drażliwi. Ileż to razy żądano od niej pokrycia kosztów pralni chemicznej, a nawet sporej rekompensaty, kiedy zdarzyło jej się chlapnąć lekko kawą na klienta. Uśmiecha się przepraszająco do staruszków. Kawa w kubku chlupie, przypominając jej, że naprawdę nie ma czasu. Jeszcze raz mówi „przepraszam” i truchta do metra, jednocześnie popijając kawę. Gorący napój parzy najpierw w język, potem w żołądku. Ma chemiczny smak. Prawie jak lekarstwo. Trzeba będzie umyć maszynę do espresso. W zderzeniu z mrozem na dworze kawa wydaje się jeszcze gorętsza.
Odbierze Linusa i wróci z nim do kawiarni. Niech mu Daniel da tyle drożdżówek i ciastek, ile synek tylko zapragnie. Należy mu się. Do diabła z makaronem i pulpetami. Jutro Tuva wyjeżdża, ale dzisiejszy wieczór będzie należał tylko do niej i Linusa.