Nikt jej nie odpowiada, ale Tuva czuje, że ktoś tam jest. Słyszy czyjś oddech. Znów krzyczy, ale cisza jest zwarta i groźna. Czuje teraz mrowienie w całym ciele. Z nową siłą wali w ściany skrzyni, ale ciasnota uniemożliwia nadanie impetu jej ruchom.
– O co ci chodzi? – wykrzykuje przez łzy pod powiekami. – Wypuść mnie, proszę, porozmawiajmy. Muszę odebrać Linusa ze żłobka!
Zerka na swoją rękę. Szkiełko na zegarku jest rozbite, wskazówki zatrzymały się na trzeciej. Matti na pewno już do niej wydzwania. Może się zastanawia, gdzie się podziała, może zaczął jej szukać i lada moment znajdzie ją w tej skrzyni, może… a może Tuva często spóźniała się jeszcze bardziej niż dziś.
I nikt jej nie szuka.
Nikt nie zauważył, że jej nie ma.
Że została porwana.
Porwana. Dociera do niej znaczenie tego słowa i wtedy robi jej się duszno. Wzdryga się na dźwięk jakiegoś metalicznego odgłosu.
– Halo! – woła.