– Tak, no więc tak właściwie to nie jest zwyczajny komputer. Może wolałby pan mieć... – Sprzedawca milknie, najwyraźniej szuka słowa, które stojącemu przed nim mężczyźnie mogłoby cokolwiek powiedzieć. Ponownie chrząka i mówi: – ...na przykład laptopa?
Ove z przekonaniem potrząsa głową i nachyla się groźnie nad ladą.
– Nie, tego nie chcę, do CHOLERY. Ja chcę komputer!
Sprzedawca kiwa głową ze zrozumieniem.
– Laptop to jest komputer.
Ove spogląda na niego z urazą, potem demonstracyjnie przyciska swój latarkowy palec do blatu lady.
– Przecież wiem!
Sprzedawca przytakuje.
– Okej...
Znowu cisza. Niewiele się różni od ciszy, jaka zapada pomiędzy dwoma rewolwerowcami, którzy nagle odkryli, że zapomnieli zabrać swoje rewolwery. Ove przez kilka chwil wpatruje się w karton, trochę jakby czekał na jakąś deklarację z jego strony.
– Gdzie tu się wyciąga klawiaturę? – mamrocze w końcu.