Mężczyzna imieniem Ove
Fredrik Backman — Literatura

– Czy to jest je­den z tych cho­ler­nych „czyt­ni­ków”, o któ­rych te­raz wszy­scy ga­dają?

Sprze­dawca wzdy­cha z głę­bią epic­kiej po­ezji.

– Nie. Mac­Book to jest... to jest... lap­top. Z kla­wia­turą.

– Aha! – sy­czy Ove w od­po­wie­dzi.

Sprze­dawca po­twier­dza ski­nie­niem. Po­ciera dło­nie.

– Tak.

Ove roz­gląda się po ca­łym skle­pie. Jesz­cze raz lekko po­trząsa trzy­ma­nym w dłoni kar­to­nem.

– A czy to się do cze­goś na­daje?

Sprze­dawca spusz­cza wzrok i pa­trzy w ladę w taki spo­sób, jakby ze wszyst­kich sił po­wstrzy­my­wał się, żeby nie wbić so­bie pa­znokci w twarz. Po­tem roz­ja­śnia się nie­spo­dzie­wa­nym uśmie­chem.

– Wie pan co? Zo­ba­czę, czy mój ko­lega już skoń­czył roz­ma­wiać ze swoim klien­tem, to bę­dzie mógł panu wszystko za­pre­zen­to­wać!

Ove spo­gląda na ze­ga­rek. Po­trząsa głową.

– Nie­któ­rzy mają inne rze­czy do ro­boty niż tylko wy­sta­wać tu cały dzień i cze­kać!

Chło­pak szybko kiwa głową. Po­tem znika za ladą. Po kilku chwi­lach wraca z ko­legą o pro­mien­nym wy­ra­zie twa­rzy. Tak wy­glą­dają lu­dzie, któ­rzy jesz­cze nie pra­co­wali zbyt długo jako sprze­dawcy.

– Dzień do­bry! W czym mogę panu po­móc?

Ove wy­ce­lo­wuje swój pa­lec wska­zu­jący w ladę.