– Czy to jest jeden z tych cholernych „czytników”, o których teraz wszyscy gadają?
Sprzedawca wzdycha z głębią epickiej poezji.
– Nie. MacBook to jest... to jest... laptop. Z klawiaturą.
– Aha! – syczy Ove w odpowiedzi.
Sprzedawca potwierdza skinieniem. Pociera dłonie.
– Tak.
Ove rozgląda się po całym sklepie. Jeszcze raz lekko potrząsa trzymanym w dłoni kartonem.
– A czy to się do czegoś nadaje?
Sprzedawca spuszcza wzrok i patrzy w ladę w taki sposób, jakby ze wszystkich sił powstrzymywał się, żeby nie wbić sobie paznokci w twarz. Potem rozjaśnia się niespodziewanym uśmiechem.
– Wie pan co? Zobaczę, czy mój kolega już skończył rozmawiać ze swoim klientem, to będzie mógł panu wszystko zaprezentować!
Ove spogląda na zegarek. Potrząsa głową.
– Niektórzy mają inne rzeczy do roboty niż tylko wystawać tu cały dzień i czekać!
Chłopak szybko kiwa głową. Potem znika za ladą. Po kilku chwilach wraca z kolegą o promiennym wyrazie twarzy. Tak wyglądają ludzie, którzy jeszcze nie pracowali zbyt długo jako sprzedawcy.
– Dzień dobry! W czym mogę panu pomóc?
Ove wycelowuje swój palec wskazujący w ladę.