– Lila, kochana! Co tam u ciebie?
Zaraz potem głos Anoushki staje się nieco przytłumiony i Lila słyszy tylko: „Nie, Gracie, tylko nie goździki. Są takie pospolite. Nie, absolutnie żadnych gerber. Ona ich nie znosi”.
Lila pochyla się i nosem dotyka przycisku przełączającego telefon na tryb głośnomówiący. Aż ją cofa, kiedy rozbryzgująca się woda wpada do wnętrza gumowej rękawiczki.
– Cudownie! Fantastycznie! – odpowiada. – A co u ciebie?
– To, co zawsze: walczę o dobro moich wspaniałych autorów. Niedługo dostaniesz kolejny czek za tantiemy. Mogłaś go mieć już w zeszłym tygodniu, ale Gracie jest w ciąży i dosłownie ciągle wymiotuje. Serio, musiałam wyrzucić trzy kosze na śmieci, bo stanowiły prawdziwe zagrożenie biologiczne.
Na dole ich pies, Truant, zaczyna gwałtownie ujadać. Szczeka na wszystko – na wiewiórki w ogrodzie, na gołębie, na śmieciarzy, na gości, na powietrze.
– Och, to cudownie! – mówi Lila, zamykając oczy i wpychając głębiej wieszak. – To znaczy chodzi mi o ciążę. Nie o wymioty.