– No niekoniecznie, kochana. Same przez to problemy. Zupełnie nie rozumiem, czemu te dziewczyny tak ciągle rodzą dzieci. Asystentki zmieniają się u mnie jak w kalejdoskopie. Zaczynam się zastanawiać, czy aby klimatyzacja czegoś nie rozsiewa. A jak się miewają twoje przeurocze córki?
– Wspaniale. Wszystko u nich dobrze – odpowiada Lila.
Wcale nie miewają się wspaniale. Celie wybuchła płaczem przy śniadaniu, chyba na widok czegoś na Instagramie, a na pytanie, co się stało, odparła, że Lila i tak guzik by zrozumiała, i wzburzona wyszła do szkoły. Violet rzuciła matce spojrzenie pełne zimnej furii, gdy ta oznajmiła jej, że owszem, musi iść w czwartek do taty – to był jego wieczór – a potem w milczeniu ześlizgnęła się z taboretu i nie odzywała się do niej przez całą drogę do szkoły.
– To dobrze, dobrze – mruczy Anoushka roztargnionym tonem osoby, do której nie dotarłoby, nawet gdyby Lila oznajmiła jej, że tego rana obie jej córki zdekapitowano. – A teraz chciałam porozmawiać z tobą o tym maszynopisie.