– Nie trzeba – odrzekła pogodnie. – Jakoś sobie radzę. Wszystko jest w porządku.
Na co on westchnął cicho, a potem odwrócił się i ruszył sztywnym krokiem do swojego pokoju.
Bill mieszkał z nimi od dziewięciu miesięcy, wprowadził się wkrótce po śmierci jej mamy. Nie chodziło o to, że zalewał się łzami, umierał z głodu czy doprowadzał swój dom do ruiny – to nie leżało w jego naturze. On tylko zamknął się w sobie, niknął w oczach, aż stał się cieniem tego poczciwego stolarza, którego Lila znała od trzydziestu lat.
– Po prostu za nią tęsknię – mówił, kiedy wpadała do niego na herbatę i swoją krzątaniną próbowała wlać trochę energii w jego pozbawiony życia dom.
– Wiem, Bill – odpowiadała. – Ja też za nią tęsknię.