I właśnie o to chodziło przez cały czas. Córka miała szesnaście lat, wkrótce będzie kobietą, a on uznał, że się całkiem nieźle spisał, ucząc ją, na czym polega ten świat. Od czasu do czasu mówiła mu rzecz jasna, że go nienawidzi, jak to nastolatka. A naprzeciw niego siedziała teraz była żona. Gdyby jeszcze pół roku temu ktoś powiedział, że będą mogli spotykać się w ten sposób, nie uwierzyłby w to. Zdecydowanie. Banał, a przecież to prawda, że czas leczy wszystkie rany. Oto siedzieli jak jakaś nowoczesna rodzina przy nieco przedwczesnej wieczerzy wigilijnej. Nie czując do siebie nienawiści. Nawet obdarowali się prezentami.
Poczuł gulę w gardle i spojrzał w okno, żeby nie zobaczyły, jak mu się zaszkliły oczy. W ciemności za oknem miękko, przyjemnie padał śnieg. Świat był jak pocztówka. To samo, właśnie w tym momencie, odnosiło się do jego życia. Po raz pierwszy od wielu lat nie czuł żadnego napięcia w mięśniach barkowych. Żadnego ćmienia w głowie.
Z przedpokoju dobiegło brzęczenie, ktoś zadzwonił do drzwi. Jego córka podniosła zdziwiony wzrok znad talerza.