Była żona natychmiast wstała.
– Siadaj, żebyś się nie przewrócił – powiedziała, sadzając go na krześle.
Dłonią dotknęła jego czoła.
– Nikt – odpowiedział. – Pomyłka.
– Jesteś cały mokry od potu. Dostałeś jakiegoś ataku? Bierzesz jakieś leki? Zadzwonić po karetkę? Powiedz coś, Niklas.
Odwrócił głowę, próbując uśmiechnąć się do córki.
– To nic takiego, Nathalie – powiedział. – Tylko w głowie mi się trochę zakręciło.
Nathalie spojrzała pytająco na matkę. Niklas zdjął ze swego ramienia rękę byłej żony i przytrzymał przez chwilę.
– Dzięki, Mino, ale nie potrzeba żadnej karetki. Zaraz będzie po wszystkim.
Śnieg za oknem już nie wydawał się miękki i przyjemny, tylko zimny i nieubłagany, trzymający w więzieniu, jakim jest zima. Nie mógł się ruszyć ani umknąć.
Nie było ucieczki.
Za dwa tygodnie będzie martwy. A tylu rzeczy w życiu nie zdążył zrobić. Spojrzał na Minę, otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale znów zamknął. Czy uczynił dla nich wszystko, co mógł? Czy był dobrym ojcem dla Nathalie? Czy będzie im go brakowało? Co powiedzą w pracy?
Diody na swetrze Nathalie mrugały do niego pokrzepiająco.
Naprawdę nie chciał umierać.