Prezydent Gawelka zazgrzytał zębami ze złości na to ostatnie dictum, przyjął je jednak po długim wahaniu, żądając w zamian spełnienia kilku swoich warunków, na co z kolei Wesseltoft przystał bez zbędnych dyskusji. Po pierwsze, szef służb porządkowych zażądał – dla sprawdzenia opłacalności abonamentu – dziesięciu konkretnych informacji gratis, które były kluczowe w kilku prowadzonych od dawna dochodzeniach, po drugie, zastrzegł sobie, że w każdej chwili może porzucić współpracę, po trzecie w końcu – mianował stałego łącznika pomiędzy prezydium i Sierocińcem. Człowiek ów, podwładny Mocka, asystent kryminalny Kurt Smolorz, miał codziennie przychodzić do przybytku Burdelpapy, odbierać wszystkie wiadomości z poprzedniego dnia i przynosić je zwierzchnikowi. Ukrycie jakiejś informacji równałoby się zerwaniu współpracy. I tak się zaczęła kilkumiesięczna kooperacja, nie pozbawiona jednak drobnych konfliktów i ciągle podszyta wzajemną nieufnością.