Burdelpapa, podpisawszy stosowną umowę, lojalnie poinformował przestępców o nawiązaniu stałej współpracy z policją. To ryzyko się opłaciło. Wprawdzie większość z nich zrezygnowała z abonamentu, kilku wpadło w furię, grożąc krwawą zemstą, ale jednak co rozsądniejsi dalej płacili, wiedząc, że mogą po cichu uzyskać od Wesseltofta jakieś wiadomości o działaniach policji. Ten oczywiście znacznie podwyższył im opłatę, argumentując swoją decyzję ryzykiem, jakie ponosi, grając na dwa fronty.
Po tych wszystkich działaniach zyski zakładu poszybowały w górę, Sierociniec uzyskał tajny patronat władz, a osobiste bezpieczeństwo Wesseltofta zostało zapewnione policyjną pałką. Pewnym minusem było jednak to, że kilku rozzuchwalonych funkcjonariuszy zaczęło traktować jego dom jako wygodną melinę, gdzie mogli uciekać od swych rodzin i pod urzędowym parasolem ochronnym całe noce spędzać na piciu, grze w karty i na obcowaniu ze sprzedajnymi niewiastami, nierzadko rezydentkami tego przybytku. Jednym z takich policjantów był właśnie nadwachmistrz Eberhard Mock.