Burdelpapa zauważył już wcześniej, że podwładny Mocka bierze morfinę. Wiedział też, że Mock uważa Smolorza za winnego jakiegoś strasznego zaniedbania, z którego to powodu okazuje mu pogardę i lekceważenie. Co więcej, z kilku rozmów z szefem wydziału kryminalnego Heinrichem Mühlhausem wywnioskował, że wielu w prezydium policji stara się załagodzić owe niesnaski pomiędzy nimi. Ich powodem było – o tym z kolei się dowiedział od jednej ze swych dziewczyn, ulubienicy Smolorza, urodziwej Cyganki imieniem Franziska – jakieś nieporozumienie, związane z głośną przed rokiem sprawą czterech marynarzy[5]. Dziewczyna zapewniała też, że Smolorz bardzo pragnie przebaczenia i robi wszystko, by wrócić do łask swego szefa.
Burdelpapę nie zdziwił zatem widok asystenta kryminalnego. Oddał mu tacę i kuśtykając, zszedł po schodach. Smolorz zapukał do drzwi kilka razy i po słabym „wejść!” nacisnął klamkę. Przed sobą ujrzał widok znany bardzo dobrze. W nozdrza wciągnął woń, która go wcale nie dziwiła.
– Panie nadwachmistrzu – powiedział Smolorz – nasza wczorajsza umowa… Umowa, wieczorem… Prośba od Burdelpapy…