Odpowiedział mu niecierpliwy gest: „Mówić, mówić!”. Smolorz odkręcił termos, nalał Mockowi kawy, podsunął koniak i kanapkę, a potem milczał przez dłuższą chwilę.
– Ona tu przyjdzie… Umrzeć tu przyjdzie, panie nadwachmistrzu…
II
Ryfka Goldin była jedną z czterech córek Chaima Goldina, ubogiego krawca z Brodów, miasteczka na granicy Galicji i Wołynia. Ten człowiek bardzo przesądny i wcześnie owdowiały, pobożny Żyd, odznaczał się pewną niespotykaną w swoim środowisku cechą – powstrzymywał się od klątw. Odbiegało to skrajnie od codziennych zwyczajów jego pobratymców, którzy w ogromnej mierze hołdowali owemu starożytnemu zwyczajowi, dobrze zresztą udokumentowanemu w Starym Testamencie.
Ryfka Goldin, leżąc teraz w barłogu w Sierocińcu, wśród wzdychań i łez usiłowała przypomnieć sobie, czy jakakolwiek domowa klątwa spadła na jej głowę. Żadnej takiej sytuacji nie pamiętała. W zamian pojawiały się w jej wspomnieniach klątwy, które słyszała na ulicy czy u sąsiadów. Wielu ludzi – w odróżnieniu od niej samej – uważało je za niegroźne, a nawet zabawne.