Żadna z córek krawca Chaima Goldina tak ich jednak nie traktowała, wszystkie się ich bały – jak groźnego zjawiska, z którym nie stykały się prawie nigdy. W rodzinnym domu żadna klątwa nie padała, ponieważ ojciec mawiał, iż zawsze wraca ona do tego, kto ją rzuca, i niszczy go. Nie negował jednak możliwości, że – choć ma ona działanie zwrotne – to jednak może częściowo splamić i zbrukać człowieka przeklętego. Kiedy zatem dziewczyny usłyszały „złe słowo” na ulicy czy w szkole ludowej, uciekały w przerażeniu do domu i zaraz potem, idąc za rozkazem ojca, udawały się do rabina z prośbą o rytualne oczyszczenie.