Rzeczywiście, jak się Goldin później przekonał, to właśnie do miasta nad Odrą zmierzało wielu Żydów z Litwy, Wołynia i Galicji, nie tyle zafascynowanych ideą syjonizmu, ile trapionych biedą i potwornymi wspomnieniami krwi, śmierci i kozackich pogromów.
Chaim Goldin nie rzucił też klątwy na cygańskich furmanów, którzy go pobili prawie na śmierć pod Lublinem, zabierając mu wszystkie oszczędności, ani na polskich maszynistów w Będzinie, którzy w zamian za sypanie węgla do pieca lokomotywy zgodzili się przemycić jego rodzinę w wagonie węglowym, nie mówiąc nic o tym, że do zapłaty wliczyli sobie popychanie go, bicie za byle co i obmacywanie jego córek.