Mock. Golem
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

Ryfka Goldin wzięła hebrajskie słowa ojca za przekleństwo. Nie słyszała ich dobrze, ale była pewna ich magicznej mocy. Nie wróciła tego dnia do domu. Poszła do Żydów ze Wschodu, do swoich braci w nieszczęściu tłoczących się w hotelu Dwór Hohenzollernów oraz koczujących w jego okolicy. Od pewnej dziewczyny z Pińska, pokątnie dorabiającej jako prostytutka na dworcu, dowiedziała się, że niedaleko istnieje dom dla rozbitków życiowych zwany Sierocińcem. Poszła tam i została przyjęta. Oznajmiła, że chce tu w spokoju umrzeć. Właściciel nie dziwił się niczemu, nie raz i nie dwa widział zdesperowane uciekinierki z domu. Otrzymawszy ciekawe informacje o zwyczajach Simona Weissbeina i o rabinie Vogelsteinie, pozwolił jej zostać na dwie, góra trzy noce. O przewidywanym samobójstwie poinformował policję, która – w osobie Smolorza i Mocka – jawnie tę wiadomość zlekceważyła.

Dzień później Ryfka Goldin była martwa.

III