Mock. Golem
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

– Panie radco! – przerwał mu zaatakowany mężczyzna. – Po pierwsze, widziałem na wojnie kilka zgonów melancholijnych. Ludzie całkiem zdrowi albo całkiem lekko ranni pewnego dnia poczuli, że nie chcą już dłużej żyć. Odchodzili gdzieś na bok albo nie wstawali ze swych pryczy w okopach. Na drugi dzień byli martwi. Nikt w to nie ingerował, taki był Boski plan wobec nich. Po drugie zaś, o zamiarze tej biednej Ostjüdin poinformowałem przecież pańskich ludzi: asystenta Smolorza i nadwachmistrza Mocka! Spełniłem mój obowiązek wobec Boga i wobec prezydium, więc niech pan sobie daruje te połajanki! A poza tym mi zapłaciła wiadomościami o Weissbeinie i o lekceważącym stosunku Vogelsteina do swoich ziomków.

Radca Mühlhaus spojrzał surowym wzrokiem na swoich ludzi. Włożył do ust fajkę i wciągnął dym. Coś zaskwierczało w jej główce, po czym w powietrzu gabinetu wykwitł duży grzyb aromatycznego obłoku.