– Jest pan idiotą, Smolorz, czy tylko pan wygląda na idiotę? – Powoli cedził słowa, patrząc, jak ciemnieje ze złości lub ze wstydu różowa piegowata skóra podwładnego. – Nasz współpracownik informuje pana o jakiejś Żydówce, która przychodzi do jego burdelu, by tam umrzeć, a pan nie pyta o nic? Nic pana nie ciekawi jako policjanta? Dlaczego chce umrzeć? W jaki sposób chce tego dokonać? Nic, żadnych myśli, żadnych podejrzeń, Smolorz?
– Samobójstwo to samobójstwo – odparł asystent kryminalny, wykazując się w tym zdaniu żelazną logiką. – A poza tym przekonywać taką jedną, że życie dobre? Że kara Boża za samobójstwo? To nie moje zadanie, ja nie ksiądz czy inny rabin… Poza tym ja z tym wszystkim z samego rana do nadwachmistrza Mocka. Kawa na ławę. Dobra zasada każdego podwładnego: wszystko mówić, zbyt dużo nie myśleć, na rozkazy czekać.