Mock. Golem
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

Mock odwrócił się na krześle i wbił wzrok w Smolorza. Wydzielał mieszaninę różnych woni: pomady do włosów, kremu do golenia, korzennej wody kolońskiej i krochmalu. Kiedy otworzył usta, doszła do tego mocna woń piwa, tytoniu, kawy i zgnilizny. Cała kolekcja wyziewów dochodząca od kogoś, kto codziennie usiłuje walczyć z miażdżącą siłą nałogu. Kogoś, kto wpatrując się o poranku w swe przekrwione oczy i pobrużdżone policzki, wklepuje w skórę drogie pachnące płyny i rozpaczliwie sobie powtarza: co z tego, że wczoraj trochę wypiłem? Czyż nie jestem elegantem i człowiekiem z wyższych sfer? Cóż ja mam wspólnego z tymi wyrzutkami społecznymi, które śpią pod mostem i rzygają po rynsztokach? Oni to alkoholicy, a ja? Czasami przesadzę i ot, tyle tylko!