Sięgnął po teczkę, ale nie zdążył jej otworzyć, bo Lasarius wszedł mu w słowo.
– Napisałem, com napisał. Powtórzę z pamięci podsumowanie tego przypadku. „Brak wyraźnych zmian narządowych. Zmarła była zdrową osobą. Podejrzewam, że nastąpiła tak zwana śmierć z pobudzenia nerwowego”. Jakoś tak to sformułowałem, prawda, Herr Kriminalrat?
– Właśnie tak. – Mühlhaus wodził wzrokiem po otwartym raporcie Lasariusa. – Właśnie tak. Ale proszę nam wybaczyć ignorancję i powiedzieć coś więcej na temat tej „śmierci z pobudzenia nerwowego”.
Lasarius usiadł. Długi słupek popiołu z cygara spadł mu na kamizelkę. Strząsnął go na podłogę i przygładził swój surdut, na którym rozlewały się tu i ówdzie jakieś plamy. Każdy z obecnych domyślał się ich pochodzenia.
– Drodzy panowie, można umrzeć ze strachu, z radości, z rozpaczy i z melancholii, o czym już wspomniał pan… – tu się zawahał – pan Burdelpapa…
Spojrzał ze złością na swych rozmówców, którzy parsknęli śmiechem – włącznie z samym obdarzonym tym mianem.