Druga zmiana robotników opuszczała budowę Hali Stulecia. Zmęczeni mężczyźni w workowatych roboczych strojach rzucali majstrowi Wolfgangowi Kempskiemu krótkie „Nacht”, unosili robociarskie czapki z ceratowymi daszkami i opuszczali przebieralnie w barakach. Potem szli do bramy po długich deskach, spod których jesienią chlapało rzadkie błoto, a teraz wznosiły się tumany kurzu. Był poniedziałek dwudziestego maja tysiąc dziewięćset dwunastego roku.
Majster nasłuchiwał niskich głosów milknących w oddali. Lubił te chwile, kiedy powoli wszystko cichło i kolejny dzień intensywnej pracy przechodził w spokojną noc. Wtedy głaskał po głowie swego wiernego towarzysza, owczarka niemieckiego o imieniu Joop, i mówił do niego: „Chodź, stary, musisz do roboty. A ja tylko mały kieliszek pigwówki i też zaraz popracuję!”.
Ta ostatnia zapowiedź odnosiła się do dodatkowych obowiązków Kempskiego. Był on bowiem nie tylko majstrem, ale również stróżem nocnym. Ta funkcja pojawiła się niejako naturalnie – ze starego obyczaju przyznawania wędrownym murarzom tymczasowych kwater na miejscu budowy. Stary majster po prostu pilnował tego terenu, gdzie mieszkał.