Mock
Marek Krajewski — Kryminały

Nie dbał jednak teraz o przykre wspomnienia. Najważniejsze było to, że – mimo brawurowego akcentu ze Środkowego Zachodu – rozumiał prawie wszystko. To, co słyszał, było arcyważne, warte nie tylko lekkiego bólu twarzy, ale nawet najwyższych poświęceń.

– Pewnie się zastanawiasz, Jerry, kiedy nastąpi ten wyjątkowy dzień. – Przewodniczący zebrania spojrzał na jednego z mężczyzn siedzących przy stole. – Jeszcze nie wiemy dokładnie. Na pewno to będzie w przyszłym roku: wiosną lub latem. W odróżnieniu od terminu miejsce jest nam dobrze znane.

Przesunął po blacie pliki fotografii spięte spinaczami. Każdy z czterech zestawów trafił do właściwego adresata.