Mężczyźni przeglądali powoli zdjęcia. Wszystkie przedstawiały gigantyczną okrągłą budowlę. Jej wsparta na czterech filarach kopuła składała się z kilku połączonych wielką liczbą betonowych żeber pierścieni o zmniejszającej się ku górze średnicy, co upodobniało ją nieco do piętrowego tortu. W jej przepastnym wnętrzu widać było rzęsiście oświetloną scenę, gdzie trwało jakieś teatralne widowisko. Ludzie tłoczyli się wokół niej, tworząc gęstą czarną masę, z której tu i ówdzie wystawały białe plamki. Na jednym ze zdjęć, mocno powiększonym, owe plamki zamieniły się w letnie kapelusze pań i panów.
Mężczyźni przy stole oglądali zdjęcia z zainteresowaniem. Tylko jeden z nich przerzucił je szybko, jakby tylko sprawdzał, czy ich liczba się zgadza.
– Powiesz coś o tym, Bill? – przewodniczący zebrania zwrócił się właśnie do niego.