Mój rok relaksu i odpoczynku
Ottessa Moshfegh — Literatura

Kochałam Revę, ale już jej nie lubiłam. Przyjaźniłyśmy się od studiów – na tyle długo, że łączyła nas już tylko wspólna historia: skomplikowany układ resentymentu, pamięci, zazdrości, wyparcia i kilku sukienek, które jej pożyczyłam, a ona obiecała oddać je do pralni i mi zwrócić, ale tego nie zrobiła. Pracowała jako asystentka zarządu w agencji ubezpieczeniowej w Midtown. Była jedynaczką, miała fioła na punkcie fitnessu i czerwone znamię w kształcie Florydy na szyi. Ponadto nałogowo żuła gumę, czego skutkami były zaburzenia czynnościowe stawu skroniowo-żuchwowego oraz mdły, cynamonowo-jabłkowy oddech. Lubiła przychodzić do mnie, robić sobie miejsce w fotelu, komentować stan mojego mieszkania, mówić, że wyglądam, jakbym znowu schudła, i skarżyć się na pracę. Przez cały ten czas sączyła wino, po każdym łyku dolewając do kieliszka.

– Ludzie nie rozumieją, jak to jest być na moim miejscu – mówiła. – Wszyscy zakładają z góry, że zawsze będę pogodna. Tymczasem tym dupkom się wydaje, że mogą wszystkich pod sobą traktować chujowo. A ja mam chichotać, słodko wyglądać i wysyłać faksy? Niech się pierdolą. Niechby wszyscy wyłysieli i smażyli się w piekle.