Mój rok relaksu i odpoczynku
Ottessa Moshfegh — Literatura

Po kilku miesiącach niedbałych, półprzytomnych zakupów Egipcjanie zaczęli do mnie mówić „szefowo” i chętnie przyjmowali ode mnie półdolarówki, kiedy kupowałam fajki na sztuki, co czyniłam często. Istniało mnóstwo miejsc, do których mogłam pójść po kawę, ale lubiłam całodobowy. Mieścił się blisko, jakość kawy utrzymywała się na niskim poziomie i nie musiałam stawać twarzą w twarz z nikim, kto zamawiał brioszki albo latte bez pianki. Nie było żadnych dzieci z cieknącymi nosami albo ze szwedzkimi au pair, żadnych bezpłciowych zawodowców, żadnych randkowiczów. Kawa z całodobowego była kawą klasy robotniczej – kawą portierów, kurierów, złotych rączek, kuchcików i sprzątaczek. W powietrzu unosiły się ciężkie wonie środków do czyszczenia i zapach pleśni. Zawsze mogłam polegać na oszronionej zamrażarce pełnej lodowych deserów, lodów na patyku i plastikowych kubków z lodem. Przejrzyste pleksiglasowe pojemniki na ladzie zawsze były wypełnione gumą do żucia i cukierkami.