Moja walka. Księga 1
Karl Ove Knausgård — Literatura piękna

Babcia w pierwszych chwilach po przyjeździe Gunnara to spoglądała na nas, to uśmiechała się do niego, ale potem znów zapadła się w sobie, siedziała wpatrzona w jeden punkt, jakby była całkiem sama.

Yngve ruszył na dół. Ja stałem nieruchomo, uznałem, że powinienem zostać przy niej.

– Ty też chodź z nami, Karl Ove – powiedział Gunnar. – Musimy przepchnąć przyczepę, a jest dość ciężka.

Poszedłem za nim.

– Mówiła coś? – zapytał.

– Babcia?

– Tak. O tym, co się stało.

– Prawie nic. Tylko że znalazła go w fotelu.

– Twój ojciec cały czas z nią był. Jest w szoku.

– Co możemy zrobić? – spytałem.

– Co możecie zrobić? Chyba tylko czekać. Ale zaraz po pogrzebie trzeba ją będzie oddać do jakiegoś domu starców. Sam widzisz, jak wygląda. Wymaga opieki. Po pogrzebie będzie musiała się stąd wyprowadzić.

Odwrócił się i wyszedł na schody, zmrużył oczy, patrząc w jasne niebo. Yngve już siedział w samochodzie.

Gunnar znów spojrzał na mnie.