– Wiesz, załatwiliśmy jej pomoc domową, ktoś przychodził codziennie i się nią zajmował. A potem zjawił się twój ojciec i wszystkich wyrzucił. Zatrzasnął drzwi i zamknął się z nią w środku. Nawet mnie nie wpuszczał. Ale raz mama zadzwoniła, złamał wtedy nogę i leżał na podłodze w salonie. Zrobił kupę w spodnie, wyobrażasz sobie? Leżał na podłodze i pił. A ona go obsługiwała. Przed przyjazdem karetki powiedziałem mu, że dłużej tak nie może być. To niegodne ciebie, musisz wziąć się w garść. A wiesz, co na to twój ojciec? Chcesz mnie jeszcze głębiej wdeptać w gówno, Gunnarze? Po to przyszedłeś? Żeby mnie jeszcze głębiej wdeptać w gówno? – Gunnar pokręcił głową. – Zrozum, to moja matka tam siedzi. Próbowaliśmy jej pomagać przez wszystkie te lata. A on wszystko zrujnował. Ten dom, ją, samego siebie. Wszystko. Wszystko. – Na moment położył mi rękę na ramieniu. – Ale wiem, że z was dobrzy chłopcy.
Rozpłakałem się, Gunnar odwrócił głowę.