Obserwując mnogość budynków w Oksfordzie poświęconych temu, co oni nazywają nauką, nie mogłem się nie zamyślić nad owymi trutniami, którzy się w nich gnieżdżą, i nad osami, jakie stamtąd wypuszczają. Jakkolwiek niektórzy z nich bywają złośliwi, potężną i przeważającą cechą jest głupota: pustka w głowie, niedostatki talentu, połowa zaś naukowców, którzy mają to, co się tu nazywa wykształceniem, nie nadawałoby się na subiektów w składzie towarów czy w sklepie bławatnym (...) I nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zawołać do siebie: „Wystąpcie wy, w wielkich perukach, wy, świetnie się pożywiający Doktorzy! Wystąpcie wy, bogacze Kościoła, w którym biedacy dają wam sto tysięcy funtów na rok. Wystąpcie i stańcie twarzą w twarz ze mną, który piórem użytym w czas wolny posłałem waszej trzódce (...) [więcej,] aniżeli wy wszyscy dokonaliście przez ostatnie pół wieku![8].
Dziś uderza mnie fakt, iż rzekomi specjaliści, którzy układają listy swoich dziesięciu czy dwudziestu „najlepszych przewodników turystycznych wszech czasów”, niemal zawsze ignorują to, co moim zdaniem jest dla tego gatunku najważniejsze[9].