Hani zameldował się we wskazanym pensjonacie Irbis na przedmieściach Bejrutu jako obywatel turecki i zgodnie z planem zaczął oczekiwać na dalsze instrukcje. Po trzech dniach przyszedł do niego jakiś mężczyzna i bez słowa wręczył mu kopertę, w której znajdował się węgierski paszport na nazwisko Sándor Kósa, bilet na samolot do Belgradu i trzy tysiące euro. Na załączonej kartce było zapisane w punktach, co ma robić dalej. Nieznajomy zabrał jego turecki paszport, telefon i wyszedł. Od tej pory Hani miał kategoryczny zakaz używania telefonu komórkowego i korzystania z internetu. Płacić miał tylko gotówką o niskich nominałach.
Rozpoczął się kolejny etap w drodze do raju – pomyślał Hani i ucieszył się, że jedzie do Europy. Jego misja nabierała coraz większego znaczenia.