Jest taka słynna książka oficera japońskiego wywiadu o planie, zgodnie z którym Japonia miała zamiar wojować. Znalazłem ją kiedyś w starym antykwariacie w Stanach Zjednoczonych i napisałem jej recenzję, którą zamieściłem na moim portalu Strategy&Future. Książkę tę w 1941 roku, jeszcze przed atakiem na Pearl Harbor, wykradł koreański ruch oporu. Dostarczono ją Amerykanom, którzy przetłumaczyli ją w grudniu 1941 roku. Wszystko zostało w niej opisane.
PZ: Hmm, plany snuje się różne. Nawet bardzo nierealne, oderwane od rzeczywistości.
JB: To prawda, Japończykom nie wyszło. Ale to była ich jedyna nadzieja – to, że bardzo szybko zadadzą decydujący cios Amerykanom w wojnie morskiej, wypchną ich z Pacyfiku i zamkną na Atlantyku. A wtedy Amerykanie poproszą o pokój. Oczywiście Japończycy się przeliczyli.
PZ: Bo za każde pięć zatopionych amerykańskich okrętów stocznie w USA wodowały dziesięć nowych. Za każde pięć strąconych samolotów z fabryk wyjeżdżało piętnaście nowych. Japońska gospodarka nie miała takich możliwości produkcyjnych. Różnica potencjałów – jak ostrzegał Yamamoto – była zbyt duża.