JB: Amerykanie też sondują rozmaite możliwości. Problem polega na tym, że rozpiera ich pycha, narcyzm strategiczny. Uważają, że cokolwiek by się działo, i tak dadzą radę. Damy radę! Bo zawsze dawaliśmy.
PZ: Czyli Ameryka gotowa byłaby zaryzykować konflikt na dwa fronty? Jednoczesną konfrontację z Chinami i Rosją? Obawiam się, że to byłaby prosta droga do klęski.
JB: Są ludzie w Waszyngtonie, którzy wierzą, że poradziliby sobie z oboma tymi mocarstwami naraz. Ale życie szybko by to zweryfikowało. Gdyby jeden z tych przeciwników zadał Stanom Zjednoczonym jakiś bolesny cios, zapewne postarałyby się zamknąć któryś z tych frontów. Amerykanie są bardzo elastyczni.
PZ: Jak kalkuje Putin?
JB: Stoi przed poważnym dylematem. Generalnie Rosjanie uważają, że Chiny zwyciężą. W związku z tym nie chcą być po stronie Zachodu, po stronie przyszłych przegranych. Ale z drugiej strony wiedzą, że jeśli Chińczycy wygrają, to potem dobiorą się do nich.
PZ: No tak, Syberia, kość niezgody… Łakomy kąsek dla Chin.