JB: Rosjanie mają więc twardy orzech do zgryzienia. To trochę jak z Adolfem Hitlerem. Wygrał wojnę w Europie. Zajął Czechosłowację, Polskę, Francję, Danię, Norwegię, Holandię, Belgię, Luksemburg i Bałkany. Ale z uwagi na zagrożenie własnego kraju zaatakował jeszcze dotychczasowego sojusznika – Związek Sowiecki, bo on nie dał mu się zwasalizować. A Hitler bardzo potrzebował sowieckich surowców i bał się sojuszu Stalina z Brytyjczykami.
PZ: Aby zrozumieć sprzeczność interesów Rosji i Chin, wystarczy sprawdzić, jaka jest gęstość zaludnienia Syberii. Te dzikie, słabo zasiedlone pustkowia obfitujące w surowce strategiczne. Tymczasem Chiny mają obecnie ponad 1,4 miliarda obywateli, głód surowców i apetyt na ekspansję. Wiktor Suworow powiedział mi kiedyś, że Rosjanki na Syberii marzą o chińskim mężu. Bo Chińczycy nie piją, nie biją, żyją dłużej niż czterdzieści lat i ciężko harują na rodzinę. Oczywiście przykład ten podaję półżartem, ale chińskie parcie na Syberię bez wątpienia przyprawia Kreml o silny ból głowy.