JB: To był spektakularny sukces.
PZ: Tak, Armia Kwantuńska się po prostu rozsypała. Amerykanie powtarzają, że to bomby atomowe skłoniły Japonię do kapitulacji. Tymczasem cesarstwo zdecydowało się poddać, kiedy w Tokio dowiedziano się, że do akcji wkroczyły Sowiety.
W 1945 roku Ameryka za udział w wojnie z Japonią zapłaciła Moskwie Polską i całą Europą Środkowo-Wschodnią. Czy jest możliwe, że teraz – w zamian za udział w koalicji antychińskiej – zapłaci jej tę samą cenę? Czy taki scenariusz jest w orbicie twoich analiz?
JB: Myślę o tym codziennie.
PZ: Kolejna rzecz, która nas łączy.
JB: Na to jest tylko jedna odpowiedź: należy mieć siłę, być podmiotem, a nie przedmiotem polityki. Dzięki tej sile można samemu wypełnić próżnię, która powstanie, jeśli Amerykanie opuszczą Europę. Musimy być na tyle silni, żeby nasi sąsiedzi musieli się z nami liczyć, żebyśmy byli brani pod uwagę w układzie sił. Innymi słowy: musimy być przy każdym stole, czyli inaczej niż w roku 1944 czy 1945.
PZ: No tak, ale wielu ludzi uważa, że – w razie poważnego zagrożenia ze Wschodu – bez Amerykanów sobie nie poradzimy.