Nadzieje i marzenia
Magdalena Kordel — Literatura

− Plan planem. Sama mi nieustannie powtarzałaś słowa Tuwima, że plan to coś, co potem wygląda zupełnie inaczej. A poza tym papiery nie uciekną, w przeciwieństwie do tego wyjątkowo pięknego dnia. Marzec to niezwykle kapryśny miesiąc i skoro już jest tak słonecznie, szkoda z tego nie skorzystać. Poza tym nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszłaś gdziekolwiek z dziećmi – dodała ciszej, tak by dłubiąca patykiem w kałuży Marcysia jej nie usłyszała. – Ja z nimi bardzo chętnie zostaję, pokochałam je i niczego ci nie wypominam… Ale one po prostu za tobą tęsknią.

− Wiem, mamo, wiem – Madeleine potarła ręką czoło i głęboko westchnęła – ale nie umiem tego wszystkiego ogarnąć. A przecież to ty zajmujesz się całym domem. Praktycznie zamieszkałaś u mnie na stałe i nie mam pojęcia, co bym bez ciebie zrobiła. I nie ukrywam, że gnębią mnie ogromne wyrzuty sumienia. W końcu przeze mnie zostawiłaś na pastwę losu tatę…

− O ojca się nie martw, jak znam życie, to w skrytości ducha cieszy się z przywilejów słomianego wdowca – roześmiała się mama. – Zresztą całkiem nieźle radzą sobie razem z Kasią. Twoja siostra przez ostatnie miesiące bardzo wydoroślała. A jeżeli chodzi o organizację…