Osłupiała. Nie miała nawet cienia podejrzeń, o co może chodzić.
– Do mnie? A za co? – wydukała.
– Zawsze trzymałaś stronę mamy – westchnęła. – Ciociu, wszyscy oszukują. Wszyscy kłamią, nie przeżyję, jeśli i ty wyprzesz się prawdy. Boję się jednak, że tak właśnie będzie i stracę ostatnią osobę na tym parszywym świecie, której ufam.
Beata coraz mniej rozumiała. Postanowiła, że tego dnia nie będzie naciskała na Weronikę, by ta powiedziała w końcu, co leży jej na sercu, ale kiedy minie trochę czasu i dziewczyna przywyknie nieco do braku matki, na pewno się nie podda i dowie się prawdy.
Szloch młodej Witymskiej przywiódł do sypialni Piotra. Nawet nie spojrzał na Beatę, tylko mocno przytulił córkę. A potem odezwał się zimno:
– Beata… Może lepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz.
Zdziwiła się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Była najbliższą przyjaciółką Agnieszki, a jej mąż właśnie wypraszał ją z domu. Czuła się coraz bardziej skonsternowana.
Witymski odsunął od siebie zapłakaną córkę, podszedł do komody i wyciągnął z szuflady plik zaklejonych kopert. Podał je Beacie, a potem powrócił do pocieszania córki.