Nie była w stanie się zastanawiać, jak będzie wyglądało jej życie bez tej najważniejszej istoty, Agnieszki Konopki. Mimo że jej przyjaciółka już od wielu lat nosiła nazwisko po mężu, Witymska, dla niej zawsze pozostała Konopką. Może dlatego, że dźwięk tego drugiego nazwiska wywoływał w Beacie Liwarowskiej emocje, które od tak dawna musiała w sobie tłumić.
Na mszę żałobną przybyło bardzo wiele osób. Agnieszka należała do ludzi towarzyskich i otwartych, jednak Beata była jedynym człowiekiem, którego mogła nazywać prawdziwym przyjacielem.
Zobaczyła siedzących w pierwszym rzędzie bliskich Agnieszki – męża Piotra i córkę Weronikę. Nie ośmieliła się by usiąść z nimi w ławce. Nie była częścią rodziny, mimo że była matką chrzestną dziewczyny. Nawet nie zdążyła się z nimi przywitać, ponieważ przybyły do kościoła niemal w ostatniej chwili i zanim dotarły do ławek, usłyszały dźwięk organów i chwilę po tym z zakrystii wyszedł ksiądz.