– Staram się, ale zrozum, to wciąż we mnie tkwi jak zadra.
Nie była uczciwa ani sprawiedliwa. Agnieszka nie ukradła jej życia, Beata podarowała je przyjaciółce, a potem przez lata patrzyła na wielkie szczęście, które było udziałem bliskich jej osób i udawała, że raduje ją ten obrazek. A jednak gdzieś na dnie duszy czuła, że to wszystko powinno wyglądać zupełnie inaczej i coś jej nie pasuje w tej idylli.
Nie słuchała tego, co mówił ksiądz. Automatycznie odmawiała stosowne modlitwy i formułki i zastanawiała się, dlaczego zamiast rozpaczać czuje dziwną pustkę w sercu. Obawiała się, że dostanie histerii, że będzie zanosić się płaczem i nie pogodzi się z odejściem przyjaciółki, a tymczasem zupełnie obojętnie patrzyła na udekorowany kwiatami katafalk.
Łucja ścisnęła jej dłoń. Odwróciła głowę i zobaczyła zatroskane spojrzenie siostry.
– Dajesz jakoś radę? – zapytała.
Beata się nie odezwała, a jedynie skinęła głową. Nawet gdyby w tym momencie chciała odpowiedzieć siostrze, miałaby z tym problem. Po prostu, nie wiedziała, co będzie jutro czy pojutrze, gdy nie usłyszy Agnieszki w słuchawce telefonu, nie otrzyma od niej listu i nie spędzi kilku urlopowych dni nad morzem tylko w jej towarzystwie.